Un compositeur notable de musique contemporaine, un quatuor classique canadien tout aussi notable et cinq compositions datant du siècle dernier, interprétées au début du suivant et aujourd’hui rééditées. Les deux premières durent une douzaine de minutes chacune, les deux suivantes sont des miniatures de quelques dizaines de secondes, tandis que la dernière dure près d’une demi-heure, une épopée de sons qui s’estompent d’une beauté unique.
La première histoire est une sorte de trépidation douloureuse, une berceuse déchirante et sans joie, sous la forme d’une répétition constante construite par des oppositions, tant sur le plan sonore que dramatique. Le récit ondule, adhérant avec détermination à l’idée de minimalisme et parfois de réductionnisme constitutif. Le silence joue ici un rôle important, qui, de temps à autre, fait entrer clandestinement des bribes de mélodies qui s’estompent. La deuxième piste semble s’inspirer de l’esthétique de la musique ancienne, est plus sombre et est certainement la plus classique de l’ensemble de l’album. La narration apparemment simple subit ici une rupture systématique, mais elle ne perd pas la marque d’une exposition moelleuse. Il fait souvent un pas en avant, puis deux en arrière. Il avale de petites portions de mélodie, les mâche et les remet en place. La fin même semble porter une note d’optimisme mystérieux. Parmi les miniatures annotées, la première cherche un fond, la seconde brille d’un post-baroque strident. Le cinquième morceau occupe la moitié de l’album et en constitue définitivement la qualité. Elle coule du fond de la crypte obscure, s’étirant entre les dents serrées, évoquant une procession des morts. C’est d’une beauté indicible, bien que construit avec des méthodes extrêmement réductrices. Une grande omission qui déplace des montagnes. Une vie qui porte depuis longtemps la marque d’une mort irrémédiable. Elle sent la musique ancienne, la bande-son parfaite d’une mort exceptionnellement lente.
Traduit du polonais.
Texte original
Znamienity kompozytor muzyki współczesnej, równie znamienity, klasyczny kwartet z Kanady i pięć kompozycji pochodzących jeszcze z poprzedniego wieku, wykonanych na początku kolejnego, a obecnie reedytowanych. Dwie pierwsze trwają po kilkanaście minut, dwie kolejne, to kilkudziesięciosekundowe miniatury, ta ostatnia zaś, to prawie półgodzinna, wyjątkowa piękna epopea zanikających dźwięków.
Pierwsza opowieść, to rodzaj bolesnej trwogi, rzewnej, nieradosnej kołysanki, w formie nieustannej repetycji budowanej przeciwieństwami, tak brzmieniowymi, jak i dramaturgicznymi. Narracja faluje, z pełną determinacją trzyma się idei minimalizmu i niekiedy konstytutywnego redukcjonizmu. Ważną rolę odgrywa tu cisza, która from time to time przemyca ochłapy gasnącej melodii. Drugi utwór zdaje się sięgać po estetykę muzyki dawnej, jest bardziej rozśpiewany, definitywnie najbardziej klasyczny w albumowym zestawie. Pozornie prosta narracja ulega tu systematycznemu rozkładowi, ale nie gubi znamion ekspozycji łagodnej dla ucha. Często robi krok do przodu, a potem dwa do tył. Łyka drobne porcje melodii, przeżuwa je, a potem odkłada na miejsce. Samo zakończenie zdaje się nieść nutę tajemniczego optymizmu. Z anonsowanych miniatur, pierwsza szuka dna, druga błyszczy piskliwym post-barokiem. Piąty utwór zajmuje połowę albumu i definitywnie konstytuuje jego jakość. Płynie z samego dna mrocznej krypty, cedzony przez zaciśnięte zęby, przypomina pochód umarlaków. Jest niewymownie piękny, choć budowany wyjątkowo redukcjonistycznymi metodami. Wielkie zaniechanie, które przenosi góry. Dogorywające życie, które od dawna nosi znamiona bezpowrotnej śmierci. Pachnie muzyka dawną, idealny soundtrack do wyjątkowo powolnego umierania.
